Klisze Pamięci. Labirynty
Ośrodek rekolekcyjny

O „Kliszach Pamięci” Mariana Kołodzieja

Ks. prof. Józef Tischner

Prawdziwy Oświęcim jest tutaj. Przede wszystkim wydaje się, że każda przemiana tych obrazów w słowa jest jakimś uszczerbkiem dla nich. Obrazy są tak pełne wymowy, że każda próba ich uzupełniania komentarzem słownym jest próbą beznadziejną. One tego komentarza nie tylko nie potrzebują, ale w jakimś sensie go unieważniają. Oczywiście, można na ich tle rozwijać całą filozofię Oświęcimia, ale i tak liczba wypowiedzianych słów nie przejdzie w jakość tych obrazów. Te obrazy są po prostu swoją jakością.

Wydaje mi się, że są przede wszystkim obrazami o Człowieku. I powiedziałbym: Człowieku znajdującym się w stanie rozkładu duchowego. Nie tylko fizycznego. Są to obrazy o śmierci, która straciła wszelki sens. Nie są to obrazy o Ukrzyżowanym, bo ukrzyżowanie sens miało. Nie są to obrazy ciał męczenników; są to obrazy o śmierci najbardziej nagiej, bezlitosnej, rzekłbym - pozbawionej wszelkiej głębi, wszelkiego rozumu.

Można by powiedzieć, że są wyrazem naszego współczesnego demonizmu. Z tym że demonizm był inteligentny. Natomiast w tych obrazach nawet inteligencji demonizmu nie widać. Jest tylko śmierć, która przechodzi, idzie, niszczy, zabiera, nie wiadomo po co, dlaczego. Rzeczywiście, można powiedzieć, że jest to świat ateizmu.

Pojawia się czasem Kolbe, czasem inny więzień w trochę innej sytuacji. Kolbe wnosi w ten świat jakieś światło. Ale gdybym miał powiedzieć, co to jest ateizm, to pokazałbym Oświęcim.

Pytanie "Gdzie jest Bóg" wisi nad obrazami. Ale Boga nie ma tam, dokąd Go nie zaproszono. Na tym polega wielkość człowieka, że może Boga nie zapraszać w swój świat, może Go wypędzać ze swojego świata. Jest to świat Boga przepędzonego, wypędzonego, a z drugiej strony przecież jakoś obecnego - poprzez ojca Kolbe.

Byłem parę razy w Oświęcimiu, chodziłem po Brzezince. Ale nigdy nie zobaczyłem tam tego, co zobaczyłem na tej wystawie. Moja reakcja jest taka: prawdziwy Oświęcim jest tutaj.

I to właściwie jest wszystko, co mogę powiedzieć: prawdziwy Oświęcim jest tutaj.

Prof. Giuseppe Amelio (San Remo, Italia)

Ojcze Marianie, tak zwracam się do Ciebie, bo przyszedłem na świat, kiedy Ty byłeś już od dwóch lat uwięziony w Auschwitz. Odwiedziłem wystawę pod kościołem franciszkanów (...) Jesteś dla mnie "WIELKIM" artystą i masz wiele wspólnego z Dante Alighieri, bo umiałeś zilustrować Piekło Oświęcimia w sposób "jedyny, bezpośredni, tragiczny, skuteczny", co uczynił Dante w poezji.

W Twojej sztuce odnajduję "wiele" ze sztuki Leonarda da Vinci, zwłaszcza dzięki technice, dzięki niestrudzonemu poszukiwaniu, oryginalności idei, wzniosłej scenografii.

Twoje postacie nasycone są zarazem "NADZIEJĄ" i "DESPERACJĄ" i powiedziałbym, że ta nadzieję i desperację wyrażają jako osoby. Te postacie krzyczą całym bólem świata, badają mnie od wewnątrz, pytają mnie i wołają - DLACZEGO !!! Lecz jednocześnie są napełnione nadzieją (...)

(...) potrafiłeś dać głos i życie półtora milionowi i więcej, może podwójnie, "UKRZYŻOWANEJ LUDZKOŚCI". Dałeś życie i głos Twojemu przyjacielowi Marianowi Kołodziejowi, dzięki Twojej magicznej sztuce, lecz również życie i głos półtora milionowi i więcej męczenników. (...) Twoja wystawa jest najbardziej wzniosłym i tragicznym przedstawieniem obozów koncentracyjnych.

(...) Przez 50 lat zazdrośnie strzegłeś w twoim skamieniałym sercu wspomnienia, słowa. Oblicza (larwy ludzkie), krzyki, ból i nadzieję i wyraziłeś ich realne znaczenia, jeszcze na czas, w wyśmienity sposób, jak tylko ten, kto przeżył dwa życia, zdolny jest to uczynić (...)

Twoje dzieło pozostanie, aby odświeżyć pamięć przyszłych pokoleń będziesz wspominany jako HOMER - PICASSO obozów koncentracyjnych (...)

Ks. Zdzisław Wójcik

(...) Mijając obóz w Brzezince (...) kierowałem się do pobliskiej wsi Harmęże, zaproszony (...) do obejrzenia wystawy Mariana Kołodzieja. Zdawałem sobie sprawę, że nie zobaczę fotografii życia obozowego, mimo że wystawa ma tytuł Klisze pamięci. Podobno fotografia oddaje najlepiej prawdę o faktach i ludziach.

Jednak po obejrzeniu wystawy prac rysunkowych byłego więźnia Oświęcimia czuję, że jest jeszcze inna prawda o człowieku, ta najbardziej osobista, doświadczona, przemyślana i wyrażona. Rację ma autor folderu o wystawie, gdy pisze, że Marian Kołodziej, więzień oświęcimski nr 432, przez swoje słowa - obrazy, tworzące Klisze pamięci, wprowadza nas w labirynty wspomnień o tym, co przeżył, czego doświadczył. Trzeba jednak dodać, że wprowadza nas w to, co w nim jest nieustannie obecne. Zresztą sam Artysta mówi, że przez cały czas Oświęcim stale był obecny w tym, co robił. Oczywiście, nie dosłownie, obozu nie da się bowiem opowiedzieć dosłownie. Sztuka jest bezradna wobec tego, co człowiek zgotował człowiekowi. Nie zaprasza więc nas Artysta na wernisaż. Proponuje raczej przejście labiryntem znaczonym doświadczeniami fabryki śmierci. Prosi, by przeczytać jego rysunki, które powstały również z tęsknoty za jasnością kryteriów, za czytelnym oddzieleniem dobra od zła, prawdy od fałszu, sztuki od jej pozoru. To jego niezgoda nie tylko na świat, który był, ale także na ten, który jest dziś.

Swoje prace nazywa Artysta listem starego człowieka do samego siebie sprzed 55 lat, a także hołdem tym wszystkim, którzy spopieleni - odeszli.

Przeczytałem ten list i innych do tego zachęcam. Niech mi jednak wybaczy Autor, któremu nie mam powodu nie wierzyć. Nie jestem tym listem zdziwiony ani nawet przerażony. Jestem tylko zakłopotany, bo usłyszałem dziś w radiu, że teraz zabijają ludzie bez twarzy i imion, że nie ma dzisiaj linii frontu, że front może być wszędzie, nawet w pocztowej przesyłce. Nie jestem zdziwiony ani przerażony, jest mi tylko smutno, bo czuję się bezradny, gdy przeczytałem, że matka zabiła swoje dziecko, syn zmasakrował rodziców, a na stadionie ktoś krzyknął: "zabij go!". Już się nie dziwię, patrząc na rysunki bestii, które przypominają jakby ludzi. Już się nie dziwię, mam tylko nadzieję, że ... (...)

Jolanta Kupiec historyk sztuki PMAB

(...) Marian Kołodziej dzięki mozolnej, rysunkowej pracy tworzącej tę olbrzymią wystawę, wydostał się z ciężkiej choroby grożącej paraliżem. Ćwiczenia ciała i rąk przy niezliczonych ilościach rysunków i obrazów, montowanych w ciągi kartonów układanych w wielkie plansze, okazały się uzdrawiającą rehabilitacją dla schorowanego ciała i wyzwoleniem z ciężaru przeżyć obozowych, zachowanych w psychice byłego więźnia KL Auschwitz.

Obozowe "Klisze pamięci", zakodowane boleśnie w podświadomości, zostały wywołane i pokazane po pięćdziesięciu pięciu latach z iście scenograficzną precyzją przemyślanego dogłębnie, ponurego spektaklu, jaki stworzył hitleryzm na ziemi Oświęcimia. Wystawa została zainscenizowana w przestrzenną, labiryntową ekspozycję, w której śledzimy losy obozowe autora i wszystkich tych, którzy przez to piekło przechodzili, ginąc po drodze w przemyślanych z diabelską precyzją urządzeniach śmierci.

(...) Jest tu głęboka refleksja, przestroga, chwila na zatrzymanie się w szalonym pędzie dzisiejszego życia. Można tu uzmysłowić sobie ogrom zła tkwiącego w człowieku, ale i ogrom dobra zakodowany w ludzkości.

Trudno czasem zrozumieć niewytłumaczalną siłę ludzkiej woli. Marian Kołodziej, człowiek który przed dziesięciu laty na skutek choroby był prawie sparaliżowany, w wieku siedemdziesięciu lat odrodził się fizycznie dzięki sztuce i tworzeniu, wrócił myślami do swoich młodzieńczych lat, chociaż tak bolesnych i tragicznych. Powrót ten dał mu siłę pokonać ułomność ciała i chorobę. Ogromna potrzeba zapisu w rysunku własnych doznań, przelania przeżyć na dziesiątki metrów kartonu, zaowocowała stworzeniem pomnikowego dzieła, powstającego przez kilka lat.

.